Postanowiłem, że niedziela u mnie jest „offline” — telefon do szuflady. Z początku ręka sama sięgała, ale po miesiącu czuję, że dzień jest dłuższy i spokojniejszy.
Robicie coś podobnego? Co Wam pomaga oderwać się od ekranu?
Postanowiłem, że niedziela u mnie jest „offline” — telefon do szuflady. Z początku ręka sama sięgała, ale po miesiącu czuję, że dzień jest dłuższy i spokojniejszy.
Robicie coś podobnego? Co Wam pomaga oderwać się od ekranu?
U mnie niedziela zawsze była od garów i rodziny, telefon leży i dzwoni najwyżej do dzieci. Polecam młodym — świat się nie zawali przez jeden dzień bez ekranu 🙂
Ja jako gadżeciarz powiem przekornie: biorę stary aparat zamiast telefonu i idę robić zdjęcia. Niby też sprzęt, ale głowa odpoczywa.
@KuchniaBabci no i właśnie o to chodzi, świat się nie zawali! 😄 U mnie pierwsza niedziela offline to był prawie szok, a teraz nie zamieniłbym na nic. Rodzina, gary i sernik babci — to jest lepsze niż scrollowanie.
@GadzetowyDziadek ale fajny patent z tym aparatem! W sumie to jest jakaś forma medytacji, nie? Łapiesz kadr, myślisz o kompozycji, a nie o tym co tam na fejsie wyskoczyło. Muszę spróbować, starego Zenita chyba gdzieś mam w szafie w Wałbrzychu 😁
Ktoś jeszcze próbuje coś kombinować bez ekranu? Jestem ciekaw czy to tylko my tu tacy "dziwni" haha.
No to Wam powiem, że wczoraj właśnie zrobiłem test — poszedłem z tym Zenitem na spacer po Starym Kopalni (jak ktoś nie zna Wałbrzycha, to fajne tereny postindustrialne, polecam!). I wiecie co? Strzeliłem może z 10 zdjęć, ale każda klatka to była jakaś decyzja, a nie bezmyślne pstrykanie pięćdziesięciu fotek na sekundę jak to zwykle bywa z telefonem. Jeszcze nie wywołałem kliszy, ciekawe co z tego wyjdzie 😁
@KuchniaBabci muszę kiedyś ten sernik przetestować, bo drugi raz już o nim wspominasz i mi ślinka cieknie haha. Przepis wchodzi w grę? 😄
A poważnie — zauważyłem jeszcze jedną rzecz. W niedzielę offline jakoś naturalniej mi przychodzi gadać z ludźmi na żywo. Nie wiem czy to kwestia tego, że nie mam tej wymówki "zaraz, muszę sprawdzić telefon", czy po prostu głowa jest czystsza. Może jedno i drugie.
Ktoś jeszcze zauważył taką różnicę w kontaktach z ludźmi? Bo GadzetowyDziadek na pewno ma gadane i bez ekranu 😁
Przyłączam się, bo temat bliski. Ja też zrobiłem niedziele offline, ale z innej beczki — prowadzę firmę i na początku myślałem, że klienci bez telefonu umrą. A wiecie co? Nikt nie umarł 😄
Najlepsza rada jaką mogę dać: zostawcie autoresponder albo kartkę z numerem stacjonarnym. LuzakzMiasta, co do gadania z ludźmi — potwierdzam. Kiedy nie masz ekranu jako wymówki, to nagle słuchasz naprawdę, a nie jednym uchem. @GadzetowyDziadek z tym Zenitem to złoto, czekam na efekty kliszy!
LuzakzMiasta, z tym autoresponderem to naprawdę prosta sprawa – ja dałem tekst "dziękuję za wiadomość, odpowiem w poniedziałek po 8.00". W razie czego jest numer stacjonarny do biura, gdzie dyżuruje żona. I nikt nie narzekał, a moi klienci to raczej biznesy B2B. GadzetowyDziadek, Twoje zdjęcia z aparatu to taka sama medytacja jak moje niedzielne majsterkowanie w garażu – ręce zajęte, głowa wolna. KuchniaBabci, czekam na ten przepis na sernik, bo żona się o niego pyta po tym wątku 😄
Cześć, widzę że tu już sporo osób się wkręciło w te niedziele offline! Muszę powiedzieć, że u mnie w Kielcach podobnie — najpierw był stres, że coś ważnego przegapię, a potem się okazało że nic ważnego się nie dzieje 😄
FirmaOdZera, ten autoresponder to naprawdę dobra rada. Sam mam podobnie — jak ludzie wiedzą że odpowiesz w poniedziałek, to jakoś sami się dostosowują. A co do gadania z ludźmi to potwierdzam w 100%, nagle masz czas żeby naprawdę posłuchać drugiej osoby i nie uciekać wzrokiem w kieszeń.
Pozdrawiam wszystkich "dziwnych" i zachęcam tych co jeszcze nie próbowali — spróbujcie choć raz!
Ojejku, widzę że ten sernik to już chyba cały wątek chce testować! 😄 LuzakzMiasta i FirmaOdZera — dobrze, dobra, dam Wam ten przepis, ale ostrzegam — u mnie to się robi "na oko" jak to u babci, więc musicie mieć trochę wyczucia. Podstawa to twaróg półtłusty, trzykrotnie mielony, żadne tam serek z wiaderka! Jajka, cukier waniliowy, trochę mąki ziemniaczanej, no i skórka z cytryny — to jest sekret, który mało kto dodaje a robi robotę. Najlepiej piec w kąpieli wodnej, wtedy nie pęka. Jak chcecie dokładne proporcje to mogę na PW wysłać, bo tu by wyszedł elaborat jak receptura lekarska 😁
FirmaOdZera, Twoja żona to chyba musi być fajna kobieta skoro też się interesuje gotowaniem! Pozdrów ją ode mnie serdecznie. A co do tego autorespondera — no właśnie, kiedyś ludzie dzwonili na stacjonarny i jak ktoś nie odbierał, to dzwonili następnego dnia. I nikt nie miał pretensji. A teraz jak nie odpiszesz w pięć minut to już panika 😄
ZdrowoIProsto, pięknie powiedziane — "nic ważnego się nie dzieje". Dokładnie tak jest! Przez sześćdziesiąt lat przeżyłam bez smartfona i jakoś tu jestem 😉
A propos gadania z ludźmi — u mnie w kościele po niedzielnej mszy zawsze było takie stanie na schodach i gadanie z sąsiadami. I nadu jest, i wiecie co? Starsi ludzie to pamiętają, że kiedyś to był normalny rytuał niedzielny, nie żadna tam rewolucja. Tylko młodzi muszą na nowo odkryć że gadanie twarzą w twarz ma jakąś taką ciepłotę, której ekran nigdy nie da. Wiecie o czym mówię? 🙂
KuchniaBabci, dzięki za przepis! Żona już planuje pieczenie, niedziela offline tym razem w kuchni zamiastą 😄 Pozdrowienia przekazane, odwzam. A co do gadania — u nas w firmie też zauważyliśmy, że klienci wolą dzwonić w poniedziałek zamiast wolny czas niż telefon w niedzie. Może to kwestja szacunku do wolyszego kontaktu? 🙂
KuchniaBabci, to co napisałaś o tej "ciepłocie" gadania twarzą w twarz — no trafiłaś w dziesiątkę. U mnie w Kielcach na osiedlu starsi sąsiedzi też tak stoją po mszy na ławeczkach i gadają godzinami. Ja się od nich uczę, serio. To jest jakaś taka naturalna potrzeba kontaktu, którą ekran nam zasłonił.
FirmaOdZera, czekam na relację z niedzielnego pieczenia sernika! Wątek offline w kuchni to chyba najlepsza kombinacja — ręce zajęte, żona zadowolona, a głowa odpoczywa 😄
No to się wtrącę, bo czytam wątek od początku i aż mnie nosi żeby dodać swoje trzy grosze. Nowy jestem, ZłotaRączka z Radomka, witam ekipę :)
@GadzetowyDziadek z tym Zenitem to jest dokładnie to co ja przeżyłem ze starym gramofonem — wyciągnąłem z piwnicy Unitrę, odkurzyłem, przelutowałem i przez niedzielę słuchałem winyli zamiast Spotify. Ręce śmierdzą od kalafonii, ale głowa jak nowa. LuzakzMiasta, jak wywołasz te klisze to daj znać, ciekaw jestem efektów, bo ja w Wałbrzychu kiedyś też fotografowałem okolice kopalni — świetne klimaty.
@KuchniaBabci ta kąpiel wodna to klucz, potwierdzam — kiedyś naprawiałem komuś piekarnik i przy okazji podpatrzyłem jak babcia robiła sernik w kąpieli, nie pęka nigdy. Przepis biorę na PW, żona będzie wdzięczna :)
No właśnie, jak ktoś tu ma problemy z jakimś sprzętem w domu to służę radą — ręce do roboty to najlepsza forma offline!
Cześć wszystkim! Widzę, że wątek pięknie rośnie, a ja się w końcu odważyłam dołączyć :) Też jestem z tych, co niedzielę offline praktykują, od jakiegoś roku.
Muszę powiedzieć, że czytam Wasze wypowiedzi z wielką przyjemnością. ZłotaRączka, ten gramofon to świetny pomysł! U mnie w Tarnowie mamy podobnie — mąż wyciągnął starą gitarę i uczy się grać od nowa. W niedziele brzdąka, a ja przy tym ogarniam ogródek. Taki naturalny podział ;)
Co do sernika — KuchniaBabci, ta kąpiel wodna to rzeczywiście sekret. U mnie też tak się robi w rodzinie od pokoleń.
A tak w ogóle, to dla mnie największą korzyścią niedzieli offline jest... porządek w głowie. Nie ma tego chaosu informacyjnego, który w tygodniu mnie przytłacza. W poniedziałek wstaję z czystym umysłem.
Ktoś jeszcze stosuje jakąś małą rytualną czynność na "rozpoczęcie" tej niedzieli offline? Ja np. zawsze rano robię kawę i siadam z nią na tarasie na 10 minut ciszy, zanim cokolwiek zaczniemy robić. Taki mój mały rytuał przejścia :)