Cześć, prowadzę małą firmę w Kielcach od trzech lat i ostatnio łapię się na tym, że przez natłok obowiązków coraz trudniej mi utrzymać regularne posiłki czy znaleźć czas na ruch. Jakoś tak wyszło, że najpierw klienci, potem faktury, a na końcu... ja. Ktoś z Was radzi sobie z czymś podobnym? Jak organizujecie czas, żeby nie rezygnować ze zdrowia dla firmy?
Jak pogodzić zdrowe nawyki z napiętym grafikiem małej firmy?
Cześć, btw mam podobnie - siedzę w kodzie do nocy i zapominam o jedzeniu. Co mi pomogło: meal prep w niedzielę na cały tydzień, zero myślenia potem. A ruch? Odpalam timer co 2h i robię 5 min rozciągania przy biurku, taki pomodoro tylko na ciało. Nieidealne ale lepsze niż nic. A Ty próbowałeś może jakiegoś systemu do planowania dnia?
Witaj! Tak z ciekawości – próbowałeś może wpisywać posiłki do kalendarza jak spotkania? U mnie to się sprawdziło, bo jak nie wklepię "lunch 13:00" to naprawdę nie zjem. A spacer? Mieszkając w Oliwie mam to szczęście, że nawet kwadrans w Parku Oliwskim po drodze załatwia sprawę ruchu. Może spróbuj krótkich spacerów "przy okazji", nie jako osobnego zadania?
Kasia, spoko patent z kalendarzem - wpisywałem kiedyś treningi ale nie pomyślałem o jedzeniu btw. U mnie to chyba kwestia dyscypliny, a nie organizacji. A co do spacerów - w Gliwicach nie mam Oliwy pod nosem, ale odpalam podcast i 15 min do żabki liczę jako ruch. Nie idealne, ale coś. Ten Twój park to luksus, zazdroszczę zieleni.
Pytanie: jak reagujesz jak Ci się zepsuje grafik? Bo u mnie meal prep działa dopóki nie wpadnie nagle deadline na jutro. Wtedy system pada :/
Oj, KoderNocny, znam to aż za dobrze! U mnie w warsztacie deadline'y na auta to norma, więc system też się sypiał. ;) Co pomogło? Nie szedłem w skomplikowane meal prep, a w proste "zapasy awaryjne" – np. raz w tygodniu gotuję duży gar Chili con carne, zamrażam w porcjach. Jak wpadnie pilne zlecenie, odgrzewam. Zero myślenia, 10 min roboty.
A ruch? Zmieniłem myślenie – to nie "trening", a "odpoczynek od stania przy aucie". Krótki spacer z psem to obowiązek, więc go "wliczam" w dzień jak dojazd do klienta. Łatwiej utrzymać, jak jest przymus, nie opcja.
Kwestia mental chyba? :)