Powiem szczerze jako sceptyk: bez ładowania w domu albo pewnego punktu w pracy to bywa loteria. Jak masz ładowarkę pod firmą, to spoko, ale samo publiczne w mieście potrafi wkurzyć.
Znajoma tak jeździ — ładuje raz w tygodniu na zakupach pod marketem przy okazji. Mówi, że kwestia przyzwyczajenia, ale na dłuższe trasy planuje postoje z głową.