Cześć wszystkim! 😊 Mój stary Golfik (2012, benzyna) powoli zaczyna dawać o sobie znać — ostatnio zawieszenie, wcześne sprzęgło, no i te nasze krakowskie korki, gdzie spalanie potrafi skoczyć kosmicznie. Mąż namawia mnie na hybrydę plug-in, bo jeżdżę głównie po mieście: dom-praca-szkoła-dzieci, jakieś 30-40 km dziennie. Mam garaż, więc ładowanie w nocy byłoby spoko. Tylko zastanawiam się, czy realnie te oszczędności są odczuwalne? Boję się też trochę o koszt wymiany baterii za parę lat. Ktoś z Was jeździ hybrydą plug-in w warunkach miejskich i mógłby podzielić się doświadczeniem? Jak z awaryjnością? Z góry dzięki za każdą podpowiedź! 🚗
Przesiadka na hybrydę plug-in — czy warto przy głównie miejskiej jeździe po Krakowie?
Ela, przy twoim profilu jazdy hybryda plug-in to strzał w dziesiątkę. 30-40 km dziennie to spokojnie pokryjesz na samym prądzie, a w nocy naładujesz za grosze z gniazdka w garażu. Sam mam Outlandera PHEV od trzech lat, robię podobne trasy po Krakowie i tankuję raz na dwa miesiące. Serio.
Co do baterii — tu ludzie panikują na wyrost. Te baterie wytrzymują długo, producenci dają gwarancje 8-10 lat. A jakby co, to regeneracja wychodzi taniej niż wymiana.
Jedyny minus to taki, że jak w zimę odpalisz ogrzewanie, zasięg na prądzie leci w dół. Ale i tak oszczędności spore vs benzyna w korkach. Jak mąż namawia to chyba pierwszy raz kiedy ma rację ;D
Ela, jak już pisałem, przy twoich dystansach to naprawdę działa. Przeliczę ci na szybko: mój Outlander w mieście na prądzie zużywa koło 15-17 kWh/100 km. Przy nocnej taryfie za kWh to jakieś 3-4 złote na 100 km. Twojego Golfa przy 8-9 litrach w korku kosztowałoby z 50 zł. Różnica jest kolosalna.
A co do baterii - nie słuchaj horrorów. To nie są baterie z laptopa. Nowoczesne ogniwa trzymają pojemność naprawdę długo, a producenci dają solidne gwarancje.
Jak mąż ci to tłumaczy, to ma łeb na karku. Chyba powinnaś go posłuchać ;D