Kochani, mam taki dylemat i aż nie spałam przez to dwie noce. Prowadzę małą cukiernię od czterech lat, torty okolicznościowe, zamówienia głównie z polecenia. Mąka poszła w górę, jajka, masło prawie jak złoto... a ja wciąż mam ceny z zeszłego roku, bo jak klientka dzwoni to mi głupio powiedzieć nową stawkę. W ogrodzie tak samo - pomidory kosztują mnie fortunę, a sąsiadce daję za darmo, bo żal mi powiedzieć nie 😅 Podliczyłam wczoraj wszystko i wychodzi, że na niektórych tortach zarabiam grosze albo wręcz dokładam. Powiedzcie mi, jak wy to robicie? Też macie ten problem z podnoszeniem cen? I jak to komunikować klientom, żeby nie uciekli?
Podnieść ceny na torty i nie umrzeć z wyrzutów sumienia?
Hej Anka, wbiłem tu trochę z innej beczki bo nie jestem cukiernikiem, ale imo Twój problem to czysto techniczna kwestia, nie moralna.
Zrobiłaś kalkulację kosztów? Ile Cię realnie wychodzi jeden tort z materiałów + Twój czas roboczy? Bo jeśli na niektórych dokładasz, to de facto sponsorujesz klientkom swoje hobby. A to nie jest biznes, tylko wolontariat z masłem w tle 😅
Btw - klienci którzy uciekną z powodu 15-20% podwyżki i tak by odeszli prędzej czy później. Bo prędzej czy później byś musiała zamknąć interes. Ci co zostają to Ci co rozumieją że surowce kosztują.
Co do komunikacji - imo najprościej podawać ceny przy zamówieniu, bez tłumaczenia się z przyczyn. Nie musisz mówić "bo mąka zdrożała", po prostu dajesz nowy cennik. Każdy kto robi zakupy widzi w sklepie ceny i wie jak wygląda sytuacja. Nie traktuj klientów jakby byli oderwani od rzeczywistości.
A z tą sąsiadką i pomidorami - no sorry, ale to już w ogóle oddzielny temat. Mieć ogromną dobroć serca a nie mieć granic to dwie różne rzeczy.
Jedno pytanie - czy sprawdzałaś jakie ceny mają konkurencyjne cukiernie w okolicy? Gdzie się plasujesz na ich tle? Bo może się okazać że i tak jesteś poniżej rynku i podwyżka wcale nie będzie drastyczna z perspektywy klienta 🤷
Anka, aż mi się serce ściska jak to czytam, bo ja miałam identyczną sytuację tylko nie z tortami, a z usługami remontowymi. Mój mąż jest glazurnikiem i przez dwa lata też się nie podnosiliśmy cen, bo jak klient dzwoni to od razu mi się robi głupio, tak jak mówisz! 😩 A potem się okazało, że po odliczeniu materiałów i dojazdów to wychodziliśmy na zero albo gorzej.
I wiecie co mi pomogło? Koleżanka mi powiedziała tak: "Gosia, jak ty nie szanujesz swojej pracy, to dlaczego klient ma ją szanować?" No i to tak mi się wbiło w głowę, że od tamtej pory mamy nowe stawki i wiesz co – nikt nie uciekł! Dosłownie. Kilka osób się zapytało, ale jak im spokojnie wyjaśniłam że materiały poszły w górę to kiwnęli głową i zamówili dalej.
KoderNocny ma rację z tym cennikiem – nie tłumaczyć się za dużo, bo wtedy to wygląda jak usprawiedliwianie. Trzeba to powiedzieć pewnie, ale miło. Na zasadzie "mamy nowy cennik na 2024, zapraszam do zapoznania się" i tyle. Proste! 🙂
Co do konkurencji – Anka, sprawdź to koniecznie! Bo my się okazało, że i tak byliśmy tańsi o jakieś 20% od innych ekip w Lublinie, więc podwyżka i tak nas wyrównała do rynku, a nie przekroczyła. Klienci to widzą, porównują ceny.
A z tą sąsiadką to ja bym jej może zaproponowała układ – pomidory za jajka albo coś na zasadzie wymiany? 😉 Wtedy nie czujesz się źle, a ona też coś daje od siebie. Taka lubelska solidarność sąsiedzka hehe.
Trzymam kciuki i dawaj znać jak poszło! 💪
Anka, czytałem wątek i muszę powiedzieć wprost: jeśli nie podnosisz cen, to po prostu nie masz firmy tylko hobby na kredyt.
Malgozka42 trafiła w sedno z tym szanowaniem pracy. Ja mam firmę remontową i też kiedyś miałem dylemat. Teraz mówię klientom prosto: "cena materiałów X, robocizna Y". Bez tłumaczeń, bez przepraszania. Jak ktoś pyta dlaczego drożej niż rok temu, mówię "bo w markecie też Pan widzi". I koniec.
KoderNocny dobrze mówi o kalkulacji. Policz dokładnie ile czasu spędzasz nad jednym tortem. Podziel cenę przez godziny. Wyjdzie Ci stawka godzinowa. Jak wyjdzie poniżej minimalnej krajowej to masz odpowiedź.
Co do konkurencji - sprawdziłem kiedyś ceny innych ekip w Radomiu i okazało się, że byłem w środku stawki. A jak podniosłem ceny o 15% to zero reakcji. Dosłownie. Ludzie wiedzą co się dzieje na rynku.
Jedno pytanie: czy klientki które teraz płacą stare ceny wiedzą że to cena promocyjna? Bo może warto im to komunikować - "pani Aniu, specjalnie dla stałych klientów trzymam starą cenę do końca miesiąca, potem nowy cennik". Wtedy nie czujesz się źle a one mają czas się przygotować.
Daj znać jak Ci poszło z pierwszą rozmową po podwyżce 💪
Sławek, to o tym hobby na kredyt to takie prawdziwe! A pomysł z podaniem starej ceny jako "promocji dla stałych klientek" – genialny! My tak zrobiliśmy z tą sąsiadką od pomidorów, teraz wymieniamy warzywa na jajka z mojej wsi. Wszyscy zadowoleni! 😄 Anka, może i u Ciebie to przejdzie?